Świat na stronach: polecam moje ulubione książki

Polecajki książkowe
Oto moja specjalna sekcja z polecajkami książkowymi! Tutaj znajdziesz subiektywny wybór lektur, które kocham, które zostały w mojej głowie. Może dacie się namówić na ich lekturę?
Melchior Wańkowicz, Ziele na kraterze
Czy są takie zasłyszane gdzieś przypadkowe zdania, które zostały, nie wiadomo czemu, na zawsze w waszych głowach?
Ja takie mam, i to niejedno. Ale pierwsze z nich mieszka w mojej pamięci od bardzo wczesnego dzieciństwa, kiedy jako osesek w śpiochach zamieszkiwałam w łóżeczku z opuszczanym bokiem, a moja mama oldschoolowo czytała mi książki. CZYTAŁA. (A dinozaury ryczały pod oknami.)
I z tego czytania pamiętam: „Mama, paduśka zgubiła się”. Właśnie paduśka, a nie inaczej. Po kilkunastu latach eksplorowania biblioteki rodziców odkryłam, że matka zamiast Kubusia Puchatka czytała mi całkiem dorosłą książkę - "Ziele na kraterze". A paduśka to poduszka, która się zgubiła.
I tak odkryłam Wańkowicza. Niektóre jego frazy, jak „dzieci promenowały na tratwach aksolotle” brzmią jak poezja. Obok mniej poetyckich, gdzie Wańkowicz udowadnia, że czasownikiem „pieprzyć” z prefiksami da się po polsku powiedzieć wszystko.
"Ziele na kraterze" to też opis porodu w liście młodszej córki Wańkowicza, która rodziła córkę w amerykańskim szpitalu.
"Ziele na kraterze" to też dramatyczne zdanie o tym, co odeszło z powstaniem - "Album spłonął, Krysi nie ma" - które wraca do mnie, gdy już wiem, że coś bezpowrotnie tracę.
„Ziele na kraterze” to najpiękniejsza książka o wychowaniu dzieci, jaką znam. Myślę, że moje dzieci też wychowywałam po wańkowiczowsku. Bez fanatyzmu madkowego, prześmiewczo, bez cukrzenia i z odrobiną zdrowego rozsądku.
I pamiętajcie wańkowiczowskie hasło reklamowe - cukier krzepi. Które ówcześni panowie spod Żabki strawestowali na "Cukier krzepi, wódka lepiej".